
Facet, który ma kupić nowe buty, wchodzi do ulubionego obuwniczego, w którym od lat kupuje (oczywiście tylko wtedy, gdy buty, które nosił do tej pory, kompletnie się rozleciały i kategorycznie nie nadają się do noszenia), rozgląda się i kilkanaście sekund później sprzedawca sprawdza na zapleczu, czy jest jego rozmiar wypatrzonego modelu. Jeśli jest, kupuje bez zastanowienia, jeśli nie ma, wybiera łudząco podobne do wybranych za pierwszym razem i w końcu i tak jakieś kupuje. Na tym kończą się jego zakupy, no może skusi się jeszcze na pastę do butów, o ile już mu się skończyła ta, której używał.